„Przestań! To tylko zdjęcie” O sharentingu i granicach dziecka
Publikowanie zdjęć dzieci w sieci wydaje się dziś czymś naturalnym. Robi to wielu rodziców – czasem spontanicznie, czasem z dumy, czasem z potrzeby pokazania światu codzienności swojej rodziny. Ale to, co dla dorosłego jest tylko postem, dla dziecka może być doświadczeniem, które zostaje w nim na długo. Nie dlatego, że rozumie konsekwencje – ale dlatego, że jego granice zostały naruszone, a zaufanie może zostać zachwiane. Dziecko, które widzi swoje prywatne momenty udostępnione szerokiej publiczności, może czuć się zawstydzone, wyeksponowane, bez wpływu na to, jak wygląda jego własna historia w internecie.
Nie chodzi tu o krytykowanie rodziców. Większość z nich działa w dobrej wierze. Ale warto mieć świadomość, że internet nie zapomina. Zdjęcia raz udostępnione mogą zostać zapisane, skopiowane, przetworzone. Istnieją aplikacje pozwalające przerabiać fotografie w sposób, który narusza godność osoby na zdjęciu. Co więcej, coraz częściej mówi się o ryzyku wykorzystania takich zdjęć przez środowiska przestępcze, także o charakterze seksualnym. Publikując pozornie niewinne zdjęcie dziecka w kąpieli, na plaży czy w sytuacji intymnej, rodzic – często nieświadomie – wystawia je na niebezpieczeństwo.
Sharenting to nie tylko kwestia bezpieczeństwa. To również temat związany z emocjami, tożsamością i relacjami. Wielu nastolatków przyznaje, że czuje wstyd, złość lub zażenowanie, gdy ich zdjęcia z dzieciństwa – często kompromitujące – wciąż krążą po sieci. Bywa, że są one punktem zaczepienia dla rówieśników, źródłem hejtu lub obiektem kpin. Niektóre dzieci mówią wprost: „Nie mam wpływu na to, jak wygląda moje dzieciństwo w oczach innych. Mama mnie nie zapytała, po prostu wrzuciła.”
Zgodnie z polskim prawem to rodzice decydują o wizerunku dziecka. Ale jednocześnie są zobowiązani działać w jego najlepszym interesie. A to oznacza również ochronę prywatności, intymności i godności. Zanim opublikujemy kolejne zdjęcie – nawet najpiękniejsze, najsłodsze i najbardziej „rodzinne” – warto się na chwilę zatrzymać. Czy nasze dziecko, za pięć, dziesięć czy piętnaście lat, będzie z tego zdjęcia dumne? Czy będzie czuło się bezpiecznie z tym, że zobaczyli je nie tylko dziadkowie, ale i setki obcych ludzi?
Nie każde wspomnienie musi trafiać do internetu. Są takie, które wystarczą w albumie, ramce na komodzie albo po prostu – w sercu. Dzieci zasługują na dzieciństwo, które nie jest publiczne. Na chwilę tylko dla siebie i swoich najbliższych. Na możliwość budowania swojej tożsamości na własnych zasadach, a nie w cieniu cudzych postów.
Jeśli więc pytasz mnie jako psychologa, co sądzę o sharentingu – odpowiem: to złożone zjawisko, które wymaga namysłu, a nie automatyzmu. I troski, a nie lajków.

Komentarze
Prześlij komentarz